Archiwa kategorii: W szkolnej bibliotece!

Wieża. Jasny dzień.

Dziś zamiast o książce, będzie o filmie. Tym razem o polskim tegorocznym Złotym Lwie za debiut i scenariusz.
 „Wieża. Jasny dzień” to debiut reżyserski Jagody Szelc – absolwentki grafiki na wrocławskiej ASP i reżyserii w Łodzi. Film jest psychologicznym thrillerem rodzinnym, któremu momentami bliżej ponoć do horroru… cóż, ja się nie przestraszyłam … . Akcję umieszczono w odciętym od świata domu, ukrytym na stokach Sudetów.  Staje się on  areną walki o dominację, uznanie i własną tożsamość między dwiema siostrami: starszą, silniejszą i głównodowodzącą Mulą i trochę dziwną, tajemniczą, czarną owcą rodziny Kają. Pani reżyser mówi o nich, że są jak dwie półkule mózgu. Lewa jest analityczna, kontroluje, planuje. Prawa – intuicyjna, metaforyczna, osadzona tu i teraz .
O Muli można powiedzieć, że jest dotknięta jedną z cywilizacyjnych chorób – chorobą posiadania świata. Czuje się właścicielką wszystkiego, co ją dotyczy, począwszy od dóbr, przez ludzi aż po uczucia i emocje. Kaja to odmieniec, pełna metafizycznej niejednoznaczności. Pretekstem do spotkania jest komunia córki jednej z sióstr. Której? I to jeden z głównych wątków filmu.

Rodzina spotyka się w okolicznościach komunii, co  kieruje film ku tematyce dzisiejszej  religijności i duchowości. Cóż, kiedy komunia małej Niny to współczesna klasyka – prezenty, uroczystość, wydmuszka. Pani reżyser podkreśla w wywiadzie, że nie występuje tu przeciwko wierze  – uważa wręcz, że religia chrześcijańska jest w swoich korzeniach bardzo mądra, podobnie jak buddyzm czy islam. Dziś jednak kościół nie wyrabia na zakręcie – jak to obrazowo ujęła pani Szelc. Nie zaspakaja duchowych potrzeb ludzi, ograniczając się do budowania instytucji i urzędów, co może kiedyś wystarczyło. Dziś albo budzi sprzeciw albo duchowe lenistwo. Film pełen jest niedopowiedzeń i symboli, na których reżyserka buduje klimat porównywany do tego, który znamy z filmów Lyncha, Kubricka czy Polańskiego.

Wieża. Jasny dzień nie jest łatwa w odbiorze – specyficzna praca kamery stylizowana jest na film amatorski a czasem przypomina paradokument. Jest dużo zbliżeń, cięć i ogólnie dezorientowania widza.

Tajemniczość w filmie podkreśla też okolica czyli Kotlina Kłodzka. Sudeckie lasy okazały się być dobrym miejscem dla budzącego niepokój  klimatu filmu.

Wielką zasługą Jagody Szelc jest obsadzenie nieznanych dotąd w kinie młodych aktorów, dostrzegając ich wielki filmowy potencjał. Przykładem może być Rafał Cieluch, filmowy mąż Muli, charyzmatyczny i męski. Znakomita jest Anna Krotoska wcielająca się w agresywną i zaborczą  Mulę, a także Małgorzata Szczerbowska jako Kaja, wnosząca niepokój w poukładany świat pozostałych bohaterów.

Film, jak już wspomniałam, otrzymał Złotego Lwa za debiut i scenariusz i kilka nagród w innych konkursach oraz paszport Polityki.

KATARZYNA KONOFAŁ

Porządków czas – zajrzyj do biblioteki!

Nieuchronnie zbliża się sezon porządkowania. Porządkowania domów, mieszkań, sumień. Zazwyczaj w tej kolejności… . Co rok obiecujemy sobie – ja sobie obiecuję, że będzie bez szaleństwa i chaosu, bez nocnego mycia okien, bez rewolucji w szafach i szafkach, za to będzie plan, spokój a może nawet nic nie będzie. Tylko sumienie. Cóż, te prawie 50 lat doświadczeń  nauczyło mnie jednego – z naturą nie wygrasz. Jesteś chaotyczna – pokochaj to,  rzucasz się na wszystko „za 5 dwunasta” – zaakceptuj. Podobno taka akceptacja  ma sprawczą moc. Nie, nie, nie sprzątnie za nas i nie posegreguje, ale sprawi, że sami zrobimy to właśnie sprawniej i logiczniej. Mam nadzieję, że nie tylko sprzątania dotyczy ten akt akceptacji – mam wciąż jeszcze sporo sobie do zarzucenia – czytaj: do zaakceptowaniaJ

No dobra, w czym rzecz babo, bo nudno się robi i zbyt osobiście.

Otóż chodzi o to, że na naszych bibliotecznych półkach „grzeją ławę”  książki, które temat porządków, ładu wokół siebie i poniekąd trochę w sobie traktują w sposób nieco szerszy, rzekłabym nawet – filozoficzny.
Z pewnością każdy z Was słyszał o tzw. „minimalizmie”. Praktykujemy go czasem w szkole wymagając coraz mniej od naszych uczniów.
Czas może przyjrzeć się sprawie i zdecydować, czy ta nowa filozofia jest dla nas. A na czym, tak konkretnie polega? Na chodzeniu w dresie po własnych dzieciach,  jeżdżeniu do pracy na rowerze
z odzysku i nieoglądaniu, nieposiadaniu telewizji? Taka współczesna asceza? Absolutnie nie! Współczesny minimalizm to być może jedyna logiczna odpowiedź na osaczający, przytłaczający konsumpcjonizm, który w naszym otoczeniu wywołuje wieczny bałagan, nadmiar, poczucie braku czasu i zmęczenie. Jeżeli też to masz – spróbuj zacząć od początku. Od posprzątania swojego świata, jednak nie tak jak zwykle, nadając tradycyjny ład zgromadzonym przez lata przedmiotom.
W minimalizmie – idziemy dalej, w głąb siebie, szukając sposobu na uproszczenie, uspokojenie a tym samym odzyskanie swojego życia. Nie będę omawiała tutaj konkretnych sposobów na takie cudowne stany świadomości. Niech zajmą się tym fachowcy.

Pomóc nam bardzo chcą dwie książeczki – Anny Mularczyk – Meyer „Minimalizm po polsku czyli jak uczynić życie prostszym” oraz Katarzyny Kędzierskiej „Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce”.

Dla tych zaś, którzy na minimalizm są zbyt zajęci i zabiegani a sprzątać też muszą mam jeszcze inną propozycję. Podobno dobrą i praktyczną. To pragmatyczny przewodnik Marie Kondo Tokimeki „Magia sprzątania w praktyce” wyjaśniający metody sprzątania skutecznego, które podobno – to bestseller! – zmienia nasze bałaganiarskie nawyki i wnosi radość w nasze życie!

No to miłe panie i mili panowie – zapraszam do biblioteki! Komu rezerwować ??

K. KONOFAŁ

Książki na wakacje!

Witajcie na granicy możliwości, czyli w czerwcu, tuż przed wakacjami, kiedy każdy dzień przybliża nas do wymarzonego hamaka, mrożonej kawy i długich wieczorów bez poprawiania, przygotowania, analizowania, stresowania… . Już niedługo zaatakuje Was tyle wolnego czasu, że możecie nie wytrzymać i poddać się biernie popadając w odrętwienie i letnią niemoc. A tego byśmy nie chcieli! Zwłaszcza my – pracownicy Waszej biblioteki w ilości pół etatu ale nigdy na pół gwizdka.

Dziś będę Wam proponować literaturę wakacyjną. A mamy w czym wybierać! Gwarantuję, że każdy gust i potrzeby mogą liczyć na stuprocentowe trafienie.
 Oto moje propozycje:

Hanya Yanagihara „Małe życie”

Coś dla poszukujących sensu życia, dla tych, którzy lubią długie powieści totalne. Historia czwórki przyjaciół od szkoły średniej do dojrzałości. Porusza takie sprawy jak poczucie własnej wartości, o które walczymy co dzień z naszymi traumami i upiorami z dzieciństwa, miłość – bez niej beznadziejnie, a gdy już ją mamy, czujemy – szukamy powodu, by w nią nie wierzyć, przyjaźń – chyba najcenniejsza i najbardziej uczciwa z wszystkich relacji między ludźmi. Depresja i empatia, uzależnienia i ambicje, samotność i niezależność to tylko kilka problemów współczesnego świata, w którym najtrudniejsze jest to co najprostsze – zwyczajne i szczęśliwe życie.

 

Jacek Hugo – Bader „Biała gorączka”

 

Dziennikarz, reporter, który z jakiegoś powodu pokochał Rosję i kraje byłego Związku Radzieckiego. Osobiście nie wiem czemu. A właściwie, dzięki lekturze „Białej Gorączki” wiemJ. Już sama lektura to jazda bez trzymanki, dla co wrażliwszych może stanowić nie lada wyzwanie. Degeneracja, bieda, uzależnienia  od Moskwy aż do Władywostoku. Ludzie zmęczeni, schorowani, w oparach nałogu
  i pokomunistycznego pogodzenia, bez chęci i woli zmiany. Życie to po prostu forma przetrwania. Książka jest relacją z podróży, podczas której dziennikarz rozmawia z przypadkowymi, zwykłymi mieszkańcami Rosji. Po drodze doświadcza wielu przygód, raczej mało zabawnych. Dzięki swojej determinacji, odwadze i chyba szaleństwie udaje mu się szczęśliwie przeżyć i opisać co widział i słyszał. Powinniście przeczytać!

 

 

 

„Małe eksperymenty ze szczęściem” Sekretny dziennik 
 Hendrika Groena lat 83 i ¼

 

Niejeden z nas po cichu a czasem całkiem głośno marzy o emeryturze. O emeryturze ale czy też o starości? Dla tych co boją się trochę o swoje życie w fazie bardzo dojrzałej mam pogodny, może niezbyt optymistyczny ale za to uczciwy i bez tabu dziennik tajemniczego Hendrika, który zamieszkał z własnej woli w przyzwoitym 
 i kulturalnym domu opieki w Holandii. Jakie obserwacje czyni, jakie ma filozoficzne przemyślenia, jakie anegdoty opisuje! Warto przeczytać! Poza tym – nie unika tematów trudnych, nie ma złudzeń i nierealnych oczekiwań. Prócz jednego – chciałby być traktowany nie jak zdziecinniały, infantylny dziad, bo taki nie jest. Niestety – nawet bardzo dobre warunki bytowe nie wystarczą do godnego życia, jeśli wszystkich mieszkańców wrzuca się do jednej kategorii głupiutkich, sklerotycznych staruszków. Dobrze, że wewnętrzna niezgoda na ten stan i spory dystans broni naszego bohatera przed mielizną starości.

To, co jeszcze przykuwa uwagę, jest pochwała prostoty, docenienie najzwyklejszych przyjemności jak lampka wina, filiżanka kawy, wspólne gotowanie, spacer. To się nazywa szczęście?

Udało się! Doczekałem wiosny! Teraz czas obrać ambitny kurs na pierwsze truskawki z zamarzniętego gruntu, a potem spróbujemy jeszcze dotrwać do Tour de France, świeżych śledzi, pierwszego śniegu, sylwestra i następnej wiosny. Grunt to wytknąć sobie jasne cele. [s.107]

 

Cdn…

KASIA KONOFAŁ 

     
 

 

 

 

Jak zdrowo i pięknie żyć – Kinga Rusin

8 życie leży sobie spokojnie na bibliotecznej półeczce… Czyżbym nikogo nie zachęciła?  No cóż, początki kariery pokojowej recenzentki nie są łatwe. A może to tylko moment nieodpowiedni na takie lektury?  W końcu mamy wiosnę, maj, czas spacerów, rowerów, rewolucji na talerzu i akcji bikini. Kto by w takim momencie  czytał grube dwutomowe fabuły… .

Spróbuję więc zachęcić Was do odwiedzin u mnie trochę inaczej. A właściwie po coś innego – po coś, co może Wam pomóc w wiosennych metamorfozach. Mam dla Was książkę, w której znana ekspertka od wszystkiego, pani z telewizji, kobieta w wieku średnim,  posiadaczka  byłego znanego męża, córek, konia i firmy kosmetycznej – Kinga Rusin podzieli się z Wami swoją tajemną wiedzą na temat „ Jak zdrowo i pięknie żyć” .  Pani Kinga przeszła w swoim życiu wiele. I to „wiele” nauczyło ją patrzeć na zwykłą codzienność z szerszej perspektywy. Do tego jest empatyczna i życzliwa, i chętna nieść pomoc zagubionym poszukiwaczom zdrowia i urody.  Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ja osobiście znalazłam kilka cennych rad, które zamierzam wykorzystać. Będę od dziś wyjmować ładowarki z kontaktów, myć dokładnie  opakowania po jogurtach, wielokrotnie używać torebek śniadaniowych, robić chipsy z marchewki , kremy i maseczki z dóbr natury, robić detoksy i pić oczyszczające ziółka. Poza tym medytacja, ajurweda, pogoda ducha i ciała i mnie nie poznacie!

Kto jeszcze chce wiedzieć jak zdrowo i pięknie żyć? Ekoporadnik pani Kingi czeka!

KASIA KONOFAŁ

Ósme życie – Nino Haratischwili

Mam dla Was bardzo dobrą książkę do przeczytania, która nie jest:

  • Szkolnym podręcznikiem
  • Poradnikiem „Jak nie wypalić się zawodowo”
  • Streszczeniem lektury
  • Ramowym Programem Nauczania
  • Samouczkiem „ Jestem nowy na facebooku”
  • Romansidłem (choć jest o miłości)
  • Kryminałem (chociaż bywa sensacyjna)
  • Bardzo Ambitną Literaturą dla…

Autorką „Ósmego życia” – taki tytuł nosi nasza powieść – jest Nino Haratischwili – gruzińska pisarka mieszkająca na co dzień w Niemczech. Urodziła się w 1983 roku. Jest brunetką o bladej twarzy i wyrazistych czerwonych ustach; wydaje  się być ambitną, nowoczesną i pewną siebie kobietą. Pewnie nigdy nie pracowała w szkole…

„Ósme życie” to dzieje gruzińskiej rodziny, którą poznajemy na początku XX wieku. Głową rodu jest najsłynniejszy w carskiej Rosji twórca czekolady, którego tajny przepis na zniewalający, boski napój okazuje się być zarówno największym skarbem jak i przekleństwem rodziny Jaszi. Opowieść zaczyna się narodzinami córki króla czekolady – Stazji. Wraz z nią  i kolejnymi  pokoleniami pojawiającymi się w rodzinie Jaszi  poznajemy historię Rosji i Europy z perspektywy ludzkich dramatów, nieszczęść, ambicji i uczuć. Bohaterowie są pełnowymiarowi – mają gorące temperamenty, pasje i słabości. Są zarówno fascynujący i odrażający, przyciągający i wręcz przeciwnie. Są z krwi i kości. Wokół tych przeróżnych ludzkich typów dzieją się rzeczy straszne i piękne. Powieść ma porządny rozmach epicki ale widać, że poparty solidnymi badaniami historycznymi. Nie czujemy się jednak obciążeni wiedzą – wręcz przeciwnie – zdarzyło mi się sięgnąć do innych źródeł, by rozwinąć ten czy ów wątek historyczny.

Opowieść ma ciekawie prowadzoną narrację, wciągającą fabułę i jakąś magiczną moc, która mimo powalającej ilości stron nie pozwala oderwać się od lektury. Dlatego zachęcając – ostrzegam: nie zaczynajcie jej czytać, gdy na biurku czekają zaległości…

Pozdrawiam i zapraszam do biblioteki

Kasia Konofał

Jeszcze jedno – książkę czytałam już kilka miesięcy temu- zyskałam dystans ale zgubiłam już te gorące, pierwsze emocje, co pewnie widać w tej wymęczonej recenzji. Poprawię sięJ

Wybaczcie i miłej lektury!