Dzienne archiwum: Czerwiec 16, 2017

Książki na wakacje!

Witajcie na granicy możliwości, czyli w czerwcu, tuż przed wakacjami, kiedy każdy dzień przybliża nas do wymarzonego hamaka, mrożonej kawy i długich wieczorów bez poprawiania, przygotowania, analizowania, stresowania… . Już niedługo zaatakuje Was tyle wolnego czasu, że możecie nie wytrzymać i poddać się biernie popadając w odrętwienie i letnią niemoc. A tego byśmy nie chcieli! Zwłaszcza my – pracownicy Waszej biblioteki w ilości pół etatu ale nigdy na pół gwizdka.

Dziś będę Wam proponować literaturę wakacyjną. A mamy w czym wybierać! Gwarantuję, że każdy gust i potrzeby mogą liczyć na stuprocentowe trafienie.
 Oto moje propozycje:

Hanya Yanagihara „Małe życie”

Coś dla poszukujących sensu życia, dla tych, którzy lubią długie powieści totalne. Historia czwórki przyjaciół od szkoły średniej do dojrzałości. Porusza takie sprawy jak poczucie własnej wartości, o które walczymy co dzień z naszymi traumami i upiorami z dzieciństwa, miłość – bez niej beznadziejnie, a gdy już ją mamy, czujemy – szukamy powodu, by w nią nie wierzyć, przyjaźń – chyba najcenniejsza i najbardziej uczciwa z wszystkich relacji między ludźmi. Depresja i empatia, uzależnienia i ambicje, samotność i niezależność to tylko kilka problemów współczesnego świata, w którym najtrudniejsze jest to co najprostsze – zwyczajne i szczęśliwe życie.

 

Jacek Hugo – Bader „Biała gorączka”

 

Dziennikarz, reporter, który z jakiegoś powodu pokochał Rosję i kraje byłego Związku Radzieckiego. Osobiście nie wiem czemu. A właściwie, dzięki lekturze „Białej Gorączki” wiemJ. Już sama lektura to jazda bez trzymanki, dla co wrażliwszych może stanowić nie lada wyzwanie. Degeneracja, bieda, uzależnienia  od Moskwy aż do Władywostoku. Ludzie zmęczeni, schorowani, w oparach nałogu
  i pokomunistycznego pogodzenia, bez chęci i woli zmiany. Życie to po prostu forma przetrwania. Książka jest relacją z podróży, podczas której dziennikarz rozmawia z przypadkowymi, zwykłymi mieszkańcami Rosji. Po drodze doświadcza wielu przygód, raczej mało zabawnych. Dzięki swojej determinacji, odwadze i chyba szaleństwie udaje mu się szczęśliwie przeżyć i opisać co widział i słyszał. Powinniście przeczytać!

 

 

 

„Małe eksperymenty ze szczęściem” Sekretny dziennik 
 Hendrika Groena lat 83 i ¼

 

Niejeden z nas po cichu a czasem całkiem głośno marzy o emeryturze. O emeryturze ale czy też o starości? Dla tych co boją się trochę o swoje życie w fazie bardzo dojrzałej mam pogodny, może niezbyt optymistyczny ale za to uczciwy i bez tabu dziennik tajemniczego Hendrika, który zamieszkał z własnej woli w przyzwoitym 
 i kulturalnym domu opieki w Holandii. Jakie obserwacje czyni, jakie ma filozoficzne przemyślenia, jakie anegdoty opisuje! Warto przeczytać! Poza tym – nie unika tematów trudnych, nie ma złudzeń i nierealnych oczekiwań. Prócz jednego – chciałby być traktowany nie jak zdziecinniały, infantylny dziad, bo taki nie jest. Niestety – nawet bardzo dobre warunki bytowe nie wystarczą do godnego życia, jeśli wszystkich mieszkańców wrzuca się do jednej kategorii głupiutkich, sklerotycznych staruszków. Dobrze, że wewnętrzna niezgoda na ten stan i spory dystans broni naszego bohatera przed mielizną starości.

To, co jeszcze przykuwa uwagę, jest pochwała prostoty, docenienie najzwyklejszych przyjemności jak lampka wina, filiżanka kawy, wspólne gotowanie, spacer. To się nazywa szczęście?

Udało się! Doczekałem wiosny! Teraz czas obrać ambitny kurs na pierwsze truskawki z zamarzniętego gruntu, a potem spróbujemy jeszcze dotrwać do Tour de France, świeżych śledzi, pierwszego śniegu, sylwestra i następnej wiosny. Grunt to wytknąć sobie jasne cele. [s.107]

 

Cdn…

KASIA KONOFAŁ